Odrodzenie się uroku w budownictwie
Kiedyś w Polsce rzadko kiedy można było zobaczyć domy drewniane, prędzej szło wypatrzeć w lesie jakąś wróżkę, albo wiedźmę lecącą na sabat czarownic, niż właśnie drewniane domki. Pamiętam jak dawniej przemierzało się Polskę wzdłuż i wszerz, jak jechało się od jednego miasta, do drugiego, jak jechało się od jednej wioski, do drugiej wioski… i wszystko wyglądało tak samo. Wszystkie miasta były w równym stopniu zabetonowane, wszystkie wioski były w równym stopniu oblepione starymi cegłami. Wszystko wyglądało tak samo. Gdyby chociaż jeszcze wszystko wyglądało dobrze, to nie byłoby w tym niż zdrożnego, a wręcz przeciwnie, nadawałoby to Polsce pewnej niezwyczajności, pewnego uroku, pewnej dziwnej tajemnicy kulturowej. Tymczasem to wszystko było takie nijakie. Nie wiem dlaczego socrealizm tak bardzo lubował się w tych wszystkich betonach, dlaczego zakochał się w wielkopłytowych budynkach, których jakość wykonania pozostawiała wiele do życzenia. Nie wiem. I pewnie nie dowiem się już nigdy. Na szczęście komunizm upadł, a wraz z jego śmiercią nastąpiła reinkarnacja mody na domy drewniane. Domy, które mają w sobie więcej uroku, niż wszystkie monumentalne komunistyczne budynki razem wzięte. Nawet wspaniały Pałac Kultury i Nauki, który znajduje się w Warszawie (a trzeba przyznać, że mimo wszystko jest to budowla udana architektonicznie, że jest całkiem ładna, jedna z ciekawszych w całej stolicy) nie dorównuje urokiem zwykłym domkom drewnianym, które Polacy coraz chętniej sobie stawiają, już nie tylko jako domek letniskowy, typowy domek wypoczynkowy, typowy punkt wypadu na ciepłe, długie weekendy, czy też na wakacje. Teraz Polacy coraz chętniej stawiają sobie domy drewniane całoroczne, czyli takie, w których na co dzień mieszkają. I bardzo dobrze, moim zdaniem jest to bardzo dobre, ciekawe i pełne uroku rozwiązanie. Bo domy drewniane mają w sobie coś niesamowitego, coś nieopisanego, jakąś dziwną siłę przyciągania. Może tak działa magnetyzm przyrody? A może ciągnie wilka do lasu, a skoro z natury się zrodziliśmy, to i do natury nas ciągnie. Nie ma to teraz większego znaczenia, dla mnie najważniejszym zjawiskiem jest to, że powoli coraz bardziej odchodzimy od socjalistycznych nawyków, wedle których wielka płyta betonowa to najlepsze rozwiązanie budowlane, wedle których zabetonowane, kwadratowe budynki, to idealna bryła, idealny kształt architektoniczny. Przecież to wcale nie wygląda wspaniale, a jedynie pokazuje ubóstwo komunizmu. Ubóstwo nie tylko finansowe, ale i umysłowe. A to ostatnio cenię sobie bardziej, niż właśnie pieniądze. Jednak „było i minęło”. Powinniśmy się cieszyć, że ta straszna epoka minęła i już w sumie nad nią nie dywagujmy, a raczej módlmy się do swoich bóstw (z jakiejkolwiek religii byśmy nie byli), żeby to już do nas nie wróciło. A najlepiej niech nie wraca w żadne miejsce na świecie. Bo to jest istna plaga i zaraza. I nie życzę jej nawet największemu wrogowi, głównie chyba dlatego, że gdzie się ta zaraza nie zadomowi, to i tak zacznie z tego domu rozpływać się po świecie zarażając swoją chorobą i inne kraje.
POSTED ON ,